wtorek, 12 marca 2013

Nie biorę tego poważnie.

"Szczęśliwy do czasu dozna przykrości,
lecz potem radość dla niego zakwitnie."

No właśnie... miałam w głowie tamte obrazy przez tyle miesięcy. Chyba "później" następuje w tej chwili. Brakuje mi słów, żeby napisać o sprawie rzeczowo, a bardzo rzadko mi się to zdarza. Wszystkie zdania wydają się teraz takie wyblakłe i nieodpowiednie. Dziwnie się czuję, bo jak to stwierdził Królik, "zawsze muszę cierpieć", a tu proszę. Życie mija mi szybko, śpię wtedy, gdy mam na to ochotę i budzę się tylko wtedy, gdy warto. Oczywiście, jak zawsze, nad wszystkim co robię, unosi się nieznośne poczucie ironii (Morrison), ale otworzyłam okna i czekam, wiedząc, że pod zbroją cynizmu zwykle kryje się miękkie serce. Każdy z nas ma te dni, kiedy chce tylko palić i pić, drapać do krwi rany, bezwiednie krzyczeć i płakać. Ja przeżyłam ich juz wystarczająco wiele. Owszem, mam ciężki charakter. Tłumię w sobie wszystko, co leży mi na sercu i czasami nie potrafię wygadać się nawet najlepszej przyjaciółce. Często pyskuje i wybucham agresją, nie potrafię się powstrzymać i przestać. Zbyt często się kłócę, ranię tych, na których mi naprawdę zależy i ciągle mówię coś, czego nie powinnam. Zbyt często płaczę. Ale to bez znaczenia, prawda? Lecz o cokolwiek chodzi, nie biorę tego poważnie. Szczególnie nocą. Noc przesadza.

a oto on, kot.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz